Plus / minus
Artysta filmowiec
Z małego ekranu
Tematycznie
Migawki filmowe
Jak to się robi?
Minikino
Na melodię…
Na deskach
Różne

Plus / minus
Artysta filmowiec
Z małego ekranu
Tematycznie
Migawki filmowe
Jak to się robi?
Minikino
Na melodię…
Na deskach
Różne
Plus / minus

Artysta filmowiec
Z małego ekranu
Tematycznie

Migawki filmowe
Jak to się robi?
Minikino
Na melodię…
Na deskach
Różne

Jak to się robi: imitowanie dźwięków

Każdy ma jakieś niepełnione ambicje. Razem z moją najlepszą przyjaciółką (buźka dla Kasi :*) zwykłyśmy to nazywać „minięciem się z powołaniem”. W szalonych latach gimnazjum, kiedy połowę wakacji spędzałyśmy słuchając na fulla muzyki na potężnym stereo w pokoju Kasi, któregoś razu moja nieoceniona przyjaciółka doszła do wniosku, iż minęła się z powołaniem i powinna zostać perkusistą. Ja natomiast zawsze wiedziałam, że moim minięciem się z powołaniem jest to, że nie zostałam dźwiękowcem.

Dźwięk w filmie to zagadnienie niezwykle szerokie. Mamy inżynierów dźwięku, mikserów, montażystów, nadzorców, techników, operatorów… całą encyklopedię można by o tym napisać. Prawdopodobnie najfajniejszą pracę z całego tego zgromadzenia ma człowiek nazywany „foley artist”, co po polsku określane jest jako „imitator dźwięku”.

Dla tych, którzy nie wiedzą – ojcem tej sztuki jest Jack Foley. Stworzone przez niego techniki edycji dźwięku stosuje się do dziś. Kiedy kino wychodziło z fazy niemego, szybko dokonano odkrycia – stosowane mikrofony nie pozwalały na łapanie niczego poza dialogami. Wszystkie inne dźwięki musiały być dodawane już po nakręceniu filmu. I o to właśnie chodzi w sztuce imitowania dźwięków. Ogólnie dźwięki te dzieli się na odgłosy kroków, odgłosy ruchu (które są bardziej subtelne) oraz wszystkie inne specyficzne dźwięki, niezwiązane z krokami i ruchem (jak na przykład odgłosy drzwi, broni, generalnie rzecz biorąc odgłosy wszystkiego, czego używa się w filmie).

A dla podobnych do mnie fanatyków ciekawą pozycją może być książka Vanessy Theme Ament „The Foley Grail”.

2 Comments

  1. koliber pisze:

    my dear, nigdy nie jest za późno 🙂 i ja naprawdę chciałam być kiedyś perkusistą? baletnicą przecież… nie pamiętam 😛 filmik ekstra, pamiętam jeszcze taki fajny z dodatków do „Troi” 🙂

    • Gucio pisze:

      naprawdę tego nie pamiętasz? po pierwsze w gimnazjum to już chyba byłaś deczko za stara, żeby chcieć być baletnicą, a po drugie nie mówię, że chciałaś być perkusistą, tylko że twierdziłaś, iż minęłaś się z powołaniem i powinnaś nim zostać 🙂 pewnie ujrzałaś w sobie nieodkryty wcześniej talent w tym kierunku, kiedy po całych dniach słuchałyśmy muzy. zresztą w tamtych czasach co drugi dzień mówiłyśmy, że minęłyśmy się z powołaniem, bo cośtam 🙂 taaa, ja też pamiętam ten materiał z dodatków do „Troi”. w któregoś sylwestra żeśmy to oglądały 😛

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.